Aktualności

Wspomnienie lata w promieniach jesiennego słońca na LUBRZAŃSKIM SZLAKU KAJAKOWYM - zaproszenie od rady rodziców klasy 6e. Ideą organizatorów było przeżycie przygody w otoczeniu pięknej przyrody w duecie z ukochanym rodzicem. Ważnym aspektem wydarzenia była integracja zespołu klasy 6e. Na to wyjątkowe zaproszenie pozytywnie odpowiedzieli również nauczyciele. 

Wychowawca klasy Aleksandra Antoniewicz-Kaszczyńska, pedagog szkolny Elżbieta Dzierżyńska, nauczyciel wychowania fizycznego Renata Albrecht-Buda oraz niezastąpiona pani od matematyki Justyna Napierała z rodziną. Płynąc kajakiem mieliśmy okazję zobaczyć i poznać miejsca zwykle niedostępne z lądu. Byliśmy z dala od wszechobecnego  hałasu, mogliśmy  poczuć bliskość natury, usłyszeć śpiew ptaków, zachwycić się otaczającą nas naturą i przede wszystkim znaleźć niczym niezakłócony spokój. Przebywanie w obecności rodziców, przyjaciół z klasy oraz nauczycieli tworzyło wyjątkową  atmosferę.
Trudność poruszania się na Innuickim wynalazku z pewnością utrwaliła w nas cenne nawyki, rozwinęła ukryte uzdolnienia i umiejętności, uczyła zdyscyplinowania, współpracy, podporządkowania się ogółowi, szybkiego podejmowania trafnych decyzji. Nieprzewidziane sytuacje na rzece kształtowały w nas również postawę odwagi i zaradność, im dłużej płynęliśmy - a było to 15 km - stawaliśmy się inni, bardziej czuli, uważni, przyjaźni i życzliwi dla siebie. Nie zabrakło bohaterskich postaw ratowania innych z opresji, stawaliśmy się zgraną drużyna survivalu rzecznego.
Powód jest oczywisty, kajaki wymagają wysiłku fizycznego, hartu ducha i umiejętności odejścia od tego co oferuje nam współczesny świat. Nie ma lepszego sprawdzianu dla ludzi, niż wspólne przeżywanie sytuacji podbramkowych.

To nie przy smartfonie poznasz swojego przyjaciela, ale dopiero jak zatopisz kajak lub utkniesz na bagnistej mieliźnie. Mówi się, że przyjaźnie zawarte w sytuacjach trudnych przetrwają  wszystko.

Jako wychowawca klasy życzę właśnie hartu ducha i siły w pokonywaniu trudności nie w pojedynkę, ale we wspólnocie ludzi, z którymi żyjemy tak blisko: rodzicami, nauczycielami i rówieśnikami.

Aleksandra Antoniewicz - Kaszczyńska

oto relacji uczennicy 

Pierwszym celem naszej wyprawy była miejscowość Lubrza, gdzie mieści…

Pierwszym celem naszej wyprawy była miejscowość Lubrza, gdzie mieści się wypożyczalnia kajaków „Martinez”. Na miejscu przywitał nas sympatyczny właściciel, który wszystko nam wyjaśnił. Z tego co mówił, można było wywnioskować, że trasa jest bardzo łatwa i przyjemna. Z entuzjazmem wsiedliśmy do kajaków i rozpoczęliśmy spływ rzeką Paklicą. Początek trasy był rzeczywiście przyjemny i dość szybko dopłynęliśmy do jeziora Lubrza Mała. Kilkaset metrów za jeziorem przepłynęliśmy pod mostem. Dalej był malutki wodospad, który sprawił nam trochę problemów, ale na szczęście wszystkim udało się przepłynąć. Następnie musieliśmy się zmierzyć z kłopotliwym odcinkiem trzcin, który wydawał się nie kończyć. Początkowy entuzjazm znikał z każdym następnym zakrętem, za którym kryło się jeszcze więcej trzcin i pokrzyw, które wpadały do kajaku i brudziły nam ubrania. Każdy miał już tego dosyć i z utęsknieniem czekał na jezioro Paklicko Wielkie, przy którym była przewidziana przerwa na posiłek. Gdy wszyscy dotarli i najedli się wyruszyliśmy w dalszą trasę, mając nadzieję, że będzie przyjemniejsza od poprzedniej. Na szczęście była! Zaczęliśmy od przepłynięcia przez jezioro Paklicko Wielkie. Później czekały na nas kolejne trudności takie jak: kłody wiszące nad rzeką, leżące bądź ukryte pod wodą oraz NIESTETY kolejne trzciny, których sam widok przyprawiał mnie o ból głowy. Mimo wszystko widoki były przepiękne. Po wielu zakrętach, uderzeniach w kłody i skomplikowanych manewrach kajakiem, dopłynęliśmy do niewielkiego jeziora Radno. Po pokonaniu wielu przeszkód wreszcie dotarliśmy do końca spływu. Następnie pojechaliśmy busem na miejsce, gdzie czekały na nas ognisko i kiełbaski do upieczenia. Zadowoleni, choć trochę zmęczeni wróciliśmy do domu.
Łącznie przepłynęliśmy 15 km i zajęło nam to około 7 godzin.

 

 

A4 Infociacho